Kto u was w domu pociesza? Komu dzieci się zwierzają, kiedy w szkole coś się nie uda, i kto wie, że najlepszy kolega jednego z nich nie odezwał się od miesiąca? Kto trzyma w głowie, że w tym tygodniu trzeba zadzwonić do dziadków, bo ostatnio brzmieli w telefonie smutno? I kto siada wieczorem obok milczącego partnera i pyta, co się dzieje?
Jeśli przy każdym pytaniu przyszło ci do głowy to samo imię, właśnie nazwałeś trzecią zmianę w swoim domu. To nie gotowanie, pranie ani wożenie na zajęcia. To praca z uczuciami: wysłuchać, ukoić, dodać otuchy, zauważyć, wesprzeć. Nie występuje na żadnej liście obowiązków, nikt jej nikomu oficjalnie nie przydzielił i z rozmów o podziale obowiązków wypada jako pierwsza. Właśnie dlatego zasługuje na to, żeby o niej mówić.
Praca emocjonalna to najbardziej niewidzialna warstwa funkcjonowania rodziny: kiedy jest wykonywana dobrze, nie widać jej w ogóle. W pełni ujawnia się dopiero wtedy, gdy nie ma jej kto wykonać.
Pierwsza zmiana, druga zmiana i ta, o której się milczy
Socjolożka Arlie Hochschild opisała pod koniec lat osiemdziesiątych tak zwaną drugą zmianę. Po pracy płatnej zaczyna się w domu ta niepłatna: sprzątanie, gotowanie, dzieci. W późniejszej książce The Time Bind zauważyła jeszcze jedną warstwę i nazwała ją trzecią zmianą: pracę z emocjami, która zaczyna się tam, gdzie kończą się dwie pierwsze. Podczas gdy pierwsza zmiana rodzinę utrzymuje, a druga podtrzymuje jej funkcjonowanie, trzecia trzyma w całości jej świat wewnętrzny.
O obciążeniu psychicznym, czyli o planowaniu, pamiętaniu i decydowaniu, które toczą się w głowie, pisaliśmy już na tym blogu. Praca emocjonalna to jego bliska krewna, ale nie to samo. Obciążenie psychiczne załatwia logistykę: co kupić, kiedy zamówić, kto odbierze. Praca emocjonalna zajmuje się ludźmi: jak się kto czuje, co komu leży na sercu i co z tym zrobić. Obie są niewidzialne, ale zapomniane zakupy przynajmniej widać na pustej półce. Przeoczonego smutku dziecka nie widać nigdzie – ujawni się dopiero za kilka tygodni w inny sposób: w zachowaniu, w pyskowaniu, w problemie, który przyszedł jakby znikąd.
Dlaczego nie widzi jej nawet ten, kto ją wykonuje
Ten, kto niesie trzecią zmianę, często nawet nie nazywa jej pracą. Pocieszyć własne dziecko to przecież miłość, a nie zadanie. Dlatego też tak trudno o niej mówić: skarżenie się na nią wygląda jak skarżenie się na to, że kocha się swoich bliskich. I tak zapada milczenie, choć wieczorem człowiek bywa wyżęty z cudzych uczuć tak bardzo, że na własne nie zostaje mu już miejsca.
Drugie z partnerów wcale nie jest przy tym chłodne ani obojętne. Naprawdę nie widzi pracy emocjonalnej i ma po temu prosty powód: dobrze wykonana praca emocjonalna wygląda jak spokojny wieczór. Dziecko, które ktoś zdążył ukoić, zanim się rozpłakało, wygląda dokładnie tak samo jak dziecko, którego nic nie trapiło. Zażegnany kryzys niczym się nie objawia, więc z zewnątrz wydaje się, że nic się nie stało. W pewnym sensie to prawda. Nic się nie stało, bo ktoś przez dwie godziny pracował nad tym, żeby się nic nie stało.
Do niewidzialności dochodzi jeszcze jedno nieporozumienie: przekonanie, że chodzi o charakter. „Tobie dzieci się otworzą, ja tak nie umiem”. Brzmi jak komplement, ale w rzeczywistości to zdanie zamienia pracę w talent: to, czego można się nauczyć i co można podzielić, nagle udaje wrodzony dar, którego podzielić się nie da. Tymczasem słuchać, pytać i wytrwać przy tym można się nauczyć jak wszystkiego innego w domu. Tyle że na początku nie idzie to samo – dokładnie tak jak gotowanie.
Trzy warstwy domu
Praca fizyczna: widać ją, kiedy jest skończona. Umyte naczynia, odkurzony salon, pełna lodówka.
Obciążenie psychiczne: planowanie i pamiętanie. Nie widać go, ale można je przynajmniej wpisać do kalendarza i na listy.
Praca emocjonalna: troska o uczucia. Nie widać jej i nie da się jej odhaczyć; ujawnia się dopiero wtedy, gdy jej zabraknie.
Jak podzielić się trzecią zmianą
Pierwszy krok jest taki sam jak przy każdej niewidzialnej pracy: nazwać ją. Znajdźcie spokojną chwilę i przejdźcie razem zwykły tydzień razem z tą warstwą: kto koi, kto słucha, kto nosi w głowie, co komu leży na sercu. Nie chodzi o rozliczanie ani o zawody, chodzi o to, żebyście oboje po raz pierwszy zobaczyli cały obraz. Wiele par zaskakuje już sama ta lista.
Krok drugi: przekazujcie relacje, a nie czynności. Zdanie „dziś ty usypiasz” przesuwa jedną noc. Zdanie „wieczorne rozmowy przed snem są od teraz twoje” przesuwa kawałek trzeciej zmiany razem z zauważaniem, co przy nich padnie, i z decydowaniem, co z tym dalej. Kto usypia, dowiaduje się rzeczy, których nikt inny się nie dowie. I właśnie tam, przy nocnej lampce, rośnie zaufanie, którego nie da się przekazać ani wytłumaczyć. Da się je tylko zbudować.
Krok trzeci: zaakceptujcie inny styl. Ten drugi będzie pocieszał inaczej: mniej słowami, więcej zabawą, innymi pytaniami. Inaczej nie znaczy gorzej. Jeśli po każdej próbie następuje poprawka, jak należało to powiedzieć, odbierzesz sobie trzecią zmianę z powrotem razem z przekonaniem, że po prostu nie da się jej przekazać.
I wreszcie: chrońcie tego, kto niesie jej najwięcej. Prawo do niezakłóconego odpoczynku dotyczy też uczuć. Wieczór, w którym jedno z was nie jest w gotowości, a do złego snu wstaje to drugie, nie jest luksusem ani nagrodą. To jedyny sposób, żeby osoba, na której opiera się cała rodzina, sama też miała się na kim oprzeć.
Dom, w którym wesprzeć potrafią wszyscy
Nie zmieni się to z dnia na dzień. Nowy podział zacznie obowiązywać od poniedziałku, ale uczucia przyzwyczajają się do nowego porządku dłużej, a dzieci przez chwilę sprawdzają, czy nowe ramiona naprawdę utrzymają. Potem przychodzą pierwsze drobne momenty: dziecko po złym śnie idzie do tego z was, kto jest bliżej, a nie do tego jedynego właściwego. O szkolnym zmartwieniu przy kolacji dowiadujecie się oboje naraz, a nie jedno od drugiego w wersji skróconej.
I jeszcze coś, o czym się zapomina. Ten, kto latami niósł trzecią zmianę sam, może wreszcie mieć własny ciężki dzień: usiąść, milczeć i dać się wysłuchać, bo w domu jest już ktoś jeszcze, kto wie, jak to się robi. Pracy emocjonalnej nie dzieli się bowiem po to, żeby każde miało jej mniej. Dzieli się ją po to, żeby każde umiało ją wykonać dla każdego.
Trzecia zmiana nie zniknie przez to, że się o niej milczy. Zniknie jej niewidzialność, kiedy ją nazwiecie: troska o uczucia jest pracą tak samo jak naczynia czy odkurzanie i da się ją zobaczyć, docenić i podzielić. Rodzina, która to potrafi, zyskuje nie tylko bardziej wypoczętego rodzica. Zyskuje więcej osób, które potrafią wesprzeć.