Czego dzieci uczą się z tego, jak dzielicie obowiązki

Dzieci uczą się z tego, kto w domu zauważa, że coś trzeba zrobić, jak wykonuje się pracę i jak dorośli się dogadują, a nie z tego, co mówicie im o pracy. Dlatego warto pokazać także niewidzialną część pracy, dać dziecku całe zadanie i pozwolić mu zobaczyć, jak dorośli dochodzą do porozumienia.

Autor:

Preferowane źródło w Google

Salon w niedzielne popołudnie: młodsze dziecko siedzi po turecku na dywanie przed pięcioma pluszakami z pustymi karteczkami i z powagą trzyma pluszową sowę, a jedno z rodziców ze ściereczką na ramieniu opiera się o framugę i z uśmiechem je obserwuje

Siedmioletnia Ema siedzi w niedzielne popołudnie na dywanie i rozdziela pracę między pluszaki. Każdy dostaje karteczkę, a ona poważnym głosem ogłasza: miś wynosi śmieci w każdy wtorek, zajączek gotuje obiad, a żółw podlewa kwiatki. Potem bierze do ręki sowę. „A sowa wszystko pamięta", mówi. „Sowa mówi innym, co mają robić."

Rodzic, który słucha z kuchni, pyta, jak sowa to robi. „No przecież", odpowiada Ema bez wahania, „patrzy, co trzeba, a potem mówi wszystkim. Nawet to, kiedy jest wtorek."

W tej zabawie nie ma nic zmyślonego. Dokładnie tak działa świat, który Ema widzi codziennie. Przeniosła go tylko na pluszową firmę w swoim pokoju.

Co dziecko widzi z progu kuchni

Psycholog Albert Bandura pokazał w serii eksperymentów w latach 60., że dzieci naśladują zachowania dorosłych, które obserwują, nawet gdy nikt im tego nie każe. Nie trzeba z tego robić prawa o tym, kim dziecko zostanie. Wystarczy zauważyć, że dziecko uczy się także z tego, czego nikt mu nie tłumaczy.

W domu dziecko widzi cztery rzeczy i każdą odkłada sobie jako oczywistość.

Kto zauważa, że coś trzeba zrobić. Dziecko nie widzi tylko tego, kto gotuje. Widzi też, kto wie, że skończyła się mąka, kto pamięta o wizycie u lekarza i kogo się pyta „gdzie jest mój plecak?". Jeśli to zawsze ten sam dorosły, dziecko uczy się, że pamiętanie należy do jednej osoby. Gotową rzecz widzi, ale niewidzialna praca za nią pozostaje niewidzialna także dla niego.

Czy praca dzieje się otwarcie, czy po cichu. Dziecko, które nigdy nie słyszy „zapisuję sobie, że Kuba potrzebuje nowych butów", nie ma szansy dowiedzieć się, że planowanie w ogóle istnieje. Widzi gotową rzecz, a nie drogę do niej.

Co się dzieje, gdy dorosły jest zmęczony. Czy można o tym mówić, czy zmęczony dorosły zamyka się w milczeniu? Dziecko wyczytuje z tego, czy zmęczenie może mieć imię i czy po nim można poprosić o pomoc.

Jak dorośli się dogadują. Kłótnia przy zmywarce uczy, że spór o pracę to walka o zwycięstwo. Spokojne „to biorę na siebie" uczy czegoś innego.

Uczciwa granica

Jak wasze dzieci za dwadzieścia lat podzielą pracę we własnych domach, nikt nie wie z góry, a obiecywanie tego byłoby nieuczciwe. Między tym, co dziecko widzi, a tym, co zrobi jako dorosły, prowadzi długa droga z wieloma innymi wpływami: przyjaciółmi, partnerem, szkołą, charakterem. Możemy powiedzieć tylko tyle, że dziecko uczy się zawsze, a obraz, który mu dajecie, jest jednym z najczęstszych, jakie ma.

Nie potrzebujecie wykładów

Dobra wiadomość jest taka, że nic z tego nie wymaga pouczania. Na tłumaczenie dzieci reagują słabo, na przykład dobrze. Pomogą cztery małe rzeczy.

Mówcie na głos, co robicie w głowie. „Sprawdzam, czy w przyszłym tygodniu jesteśmy w domu, bo trzeba umówić lekarza." Jedno zdanie sprawia, że planowanie staje się widoczne. Dziecko, które je słyszy, odkrywa, że każde zadanie ma trzy fazy, zauważenie, decyzję i wykonanie, i że zwykle widać tylko ostatnią.

Dajcie dziecku całe zadanie, nie tylko jego koniec. Nie „pomóż mi z kwiatkami", ale „kwiatki są twoje: ty wiesz, kiedy je podlać, i ty je podlewasz". Poczucia, że zadanie jest czyjeś, można się nauczyć tylko na zadaniu, które naprawdę należy do nas.

Pozwólcie im zobaczyć, jak się dogadujecie. Nie każdą kłótnię, ale także pojednanie po niej. „Powiedziałem to wcześniej ostro, przepraszam. Spróbujmy podzielić to inaczej." Dziecko uczy się, że porozumienie to umiejętność, a nie prawo natury.

Niech odpoczynek będzie widoczny. Dorosły, który mówi „teraz mam godzinę dla siebie" i nikt mu nie przeszkadza, pokazuje, że odpoczynek nie jest lenistwem. Dziecko, które codziennie widzi rodzica, który nigdy nie siada, uczy się, że odpoczywanie jest podejrzane.

Co z tego wyniesie sowa

Tydzień później Ema uzupełnia swoją firmę. Na każdej karteczce napisała datę, a sowa dostała pomocnika: zajączka, który sam pamięta o wtorku. „Żeby sowa nie musiała robić wszystkiego", tłumaczy. Nikt jej tego nie podpowiedział. Zobaczyła w domu, że można i tak.